Zawsze coś

Używanie Ubuntu jest dla mnie bardzo stresujące. Jestem lamą, gubię się, jeśli mam coś konfigurować, podmieniać jakieś wpisy w rejestrze czy co tam się robi, jak się jest geekiem i wie się, co robić, żeby system działał tak, jak życzy sobie użytkownik. Jednocześnie nie chcę być osobą, która dostosowuje się do jakichś ograniczeń, która znosi niedogodności, która się z nimi godzi.

Byłam taką osobą, ale już nią nie chcę być.

Wkurza mnie to, że chcąc używać Ubuntu, muszę przezwyciężać tyle durnych problemów. Na przykład doinstalowywać jakieś fonty, żeby polskie znaki w Operze nie wyglądały jak z dupy wyciągnięte, tylko były tej samej wielkości co standardowa czcionka. (BTW: jak ktoś ma taki problem, to mojemu systemowi pomogło sudo apt-get install msttcorefonts).

Wkurza mnie, że po upgradzie nagle znika cała kolekcja w Amaroku. Wkurza mnie, że coś się dzieje z dźwiękiem. Wkurza mnie to, że musiałam stworzyć od nowa tę kolekcję. Bo pewnie jest jakiś sposób, żeby tego nie robić, tylko zmusić system, żeby skapitulował i nie marnował mojego czasu.

Używam Ubuntu na moim prywatnym laptopie od ponad pół roku i wciąż nie jestem zadowolona. Zawsze coś jest nie tak. Wciąż mogę powiedzieć to, co pisałam w maju ubiegłego roku – Ubuntu nie jest systemem dla osoby, która chce po prostu używać swojego systemu, a nie w nim grzebać.

~ - autor: indusia w dniu styczeń 24, 2009.

Dodaj komentarz