OpenOffice to syf
Swego czasu robiłam korekty dla pewnego czasopisma linuksowego i współpracując z nimi, zmuszona byłam używać OpenOffice. Zamulał mi kompa niemiłosiernie i odinstalowałam go w tym samym dniu, w którym zerwałam współpracę z tym wydawnictwem (płacili z takim poślizgiem, a przy tym nie dotrzymywali wstępnych ustaleń, że bardziej się cieszyłam z tego, że pozbyłam się tej “fuchy”, niż wtedy, gdy ją dostałam).
Robiąc te korekty, przeczytałam m.in. tekst porównujący OpenOffice i MS Office. Gdybym nie czytała i poprawiała tego artykułu w OpenOffice, może bym uwierzyła autorowi, który OIDP twierdził, że w OO można tyle samo, a nawet więcej niż MS Office. Ale niestety OO jest wolny, brzydki i ubogi.
Obecnie w domu używam procesora tekstu raczej sporadycznie – wyłącznie do edytowania mojego CV i od czasu do czasu pisania listów motywacyjnych. Ale nawet do tego OO się nie nadaje. Przede wszystkim CV stworzone przy pomocy szablonu w MS Office otworzone w OO wygląda jak kupa. Wbudowany szablon do tworzenia resume jest ohydny. Właśnie na wiki wyczytałam, że OO można też kupić i że w tej wersji oprócz wsparcia technicznego zapewniane są również rozmaite dodatki, m.in. profesjonale szablony dokumentów. Może jest tam coś przyzwoitego, ale po tej próbce nie mam ochoty się przekonywać. Jak mam wydać kasę, to wolę coś sprawdzonego.
Dziś odpaliłam na chwilę OpenOffice i oczywiście na dzień dobry – kupa. Nie sprawdza mi pisowni. Nie krzyczy o słownik, ma optaszkowany “Polish”, twierdzi, że sprawdza, ale nie wyłapuje błędów. Czemu? Nie wiem, dziś jestem zbyt zmęczona, żeby tego dochodzić (po polsku pisać umiem, musiałam jedynie uważać, żeby nie nawalić literówek).
Po prostu bubel.
Ogłoszenia parafialne:
- wedle statystyk dziś www.srubuntu.pl odnotowało 1000. odsłonę (całkiem nieźle po pięciu dniach; wszystkim Czytelnikom dziękuję za zainteresowanie);
- najdziwniejsza fraza, jaką ktoś wpisał w przeglądarkę, po czym tu wszedł, to “nie moge zrobić kupy co robić”. Gdyby jeszcze ktoś z takim problemem się tutaj pojawił, to usłużnie informuję, że tę przypadłość zwykle cywilizowani ludzie określają jako zaparcie albo obstrukcję i sugerowałabym nażreć się śliwek.

Jak dla mnie OO jest wystarczający, choć nie idealny. Jedyne na co mogę się po skarżyć to chyba tylko moduł do baz danych ;p
Mnie akurat moduł do baz danych kompletnie nie interesuje (jak pewnie nietrudno się domyślić).
Wystarczający to może być nawet wordpad.exe.:)
jak sobie nie umiesz poradzić, a Google przysparza ci trudności to się nie dziwie. Nie zgodzę się, że OOo jest brzydki, wszystko jest do zrobienia, nawet jeśli uruchamiasz go pod M$. Nie oczekuj, że szablony z M$ bedą ci działać idealnie bo te programy to nie to samo. W Internecie jest naprawdę sporo szablonów pod OOo. Czy naprawdę trudno wpisać w wyszukiwarkę “openoffice szablony dokumentów”?? A jeżeli ci nie sprawdza pisowni to musisz włączyć taki przycisk na pasku narzędzi “ABC” z czerwonym podkreśleniem.ale widać najłatwiej jest narzekać i mówić “kupa”, niż włożyć w coś trochę wysiłku. Adres blogu też wskazuje, że masz problemy z Linuxem nawet tak prostym jak Ubuntu. Ale widać wolisz wydawać (lub nie) pieniądze na oprograowanie komercyjne i nie zupełnie takie idealne jak mówisz. Żeby sie wypowiadać trzeba poznać daną rzecz, a nie gadać takie głupoty po jednym włączeniu i stwierdzeniu, że “kupa”. Są bardziej zaawansowani użytkownicy, którzy więcej wiedzą i są innego zdania. Ponadto istnieją wtyczki i to cała masa, a nie tak jak w przypadku M$ Office.
Sfrustrowany pryszczers.
NEXT!
Tak to jest jak zabiera sie kobieta do takich rzeczy. :-) Gore zawsze biora emocje i stare przyzwyczajenia. :)
O rany, z tymi kobietami to trochę pojechałeś :( Po prawdzie idusia z tą kupą też. Jestem kobietą, używam OpenOffice od lat w pracy, od niedawna w domu i uważam, że jest naprawdę ok. OOo jest do opanowania nawet dla takiego laika jak ja i na tyle mi się spodobał, że zaryzykowałam Linux na kompie domowym jako kolejne wyzwanie “Open Source” ;). Zarówno linuksem jak i OOo trochę mnie straszyli niektórzy sprzedawcy komputerów (może dlatego, że babą jestem), a okazuje się, że nie taki diabeł straszny, tylko chęci trochę trzeba. Moim zdaniem do zadań, które opisuje indusia nic OOo nie brakuje. Do bardziej skomplikowanych zresztą też się nadaje, tylko trzeba się trochę postarać i poszukać. Część zadań np. w calc idzie o wiele szybciej niż w excel, bo MS Office prowadzi użytkownika za rączkę, a czasem to bardziej przeszkadza niż pomaga.
jebany linux !!!